Każde nowe spotkanie, a w przypadku aplikacji randkowych każdy nowy profil, nie jest dla nas doświadczeniem czystym, niezapisanym. Niesiemy ze sobą cały bagaż dotychczasowych relacji, rozczarowań, zauroczeń i porażek, który niczym soczewka załamuje światło rzeczywistości, zniekształcając obraz tego, co widzimy przed sobą. To, jak oceniamy dzisiaj uśmiech na zdjęciu nieznajomego czy treść jego biograficznego opisu, jest wypadkową tego, co wydarzyło się w naszych poprzednich rozmowach, a nawet tego, co przydarzyło się nam w poprzednich związkach. W świecie randkowania przez internet, gdzie czas reakcji jest krótki, a osądy często błyskawiczne, wpływ tej przeszłości jest szczególnie widoczny, choć często niedostrzegany przez nas samych. Nasza historia miłosna, także ta zaledwie sprzed kilku tygodni, działa jak filtr, przez który przesiewamy każdego nowego kandydata, nadając mu cechy, których w rzeczywistości może nie posiadać. Zrozumienie tego mechanizmu jest pierwszym krokiem do wyjścia z zaklętego kręgu powielania tych samych błędów i otwarcia się na coś, co wykracza poza nasze wyuczone schematy.
Jednym z kluczowych mechanizmów odpowiedzialnych za to zjawisko jest zjawisko, które psycholodzy nazywają efektem primingu, czyli przygotowania poznawczego. Nasz mózg, w obliczu nowej sytuacji, nie analizuje jej od zera. Szuka skrótów, odwołuje się do tego, co już zna, aby szybko podjąć decyzję. Jeśli dwie poprzednie osoby, z którymi rozmawialiśmy, okazały się powierzchowne i skupione wyłącznie na swoim wyglądzie, nasz umysł automatycznie uruchamia gotowy schemat oceny, który każe nam z większą podejrzliwością przyglądać się kolejnym profilom o podobnej estetyce. Nie zdajemy sobie sprawy, że odrzucamy tę nową osobę nie z powodu jej cech, ale z powodu nagromadzonego w nas negatywnego ładunku, który został wywołany przez dwie poprzednie, zupełnie niepowiązane ze sobą jednostki. To jakbyśmy mieli na oczach okulary w różowym lub szarym kolorze – zależnie od nastroju, jaki wywołały w nas ostatnie interakcje. Jeśli ostatnia rozmowa była pełna napięcia, wchodzimy w tryb obronny, szukając w nowym profilu potwierdzenia, że i ta znajomość będzie równie trudna. Jeśli poprzednia osoba nas oczarowała, a potem zniknęła, nowy profil podobny do niej na pierwszy rzut oka wzbudzi w nas niepokój i natychmiastowe ostrzeżenie przed kolejnym zranieniem, przez co odrzucimy kogoś, kto mógłby być dla nas idealny, ale nosi na twarzy cechy, które podświadomie łączymy z porzuconym przez nas niedawno mężczyzną czy kobietą.
Ten proces jest szczególnie widoczny w przypadku, gdy mamy do czynienia z tak zwanym transferem emocjonalnym, który jest niczym przeniesienie naszych uczuć wobec jednej osoby na drugą, zupełnie niezwiązaną z nią osobę. W świecie randkowym, gdzie rozmowy często są krótkie i intensywne, a profile stanowią jedynie zarys postaci, łatwo jest wypełnić luki wyobraźnią i przenieść na nowy profil emocje, które czuliśmy wobec kogoś z przeszłości. Jeśli mamy za sobą trudne rozstanie z osobą dominującą, to każdy nowy profil, który w jakikolwiek sposób kojarzy nam się z dominacją – choćby przez sposób sformułowania opisu, wybór konkretnych zdjęć czy używany język – zostanie przez nas natychmiast oceniony jako zagrożenie. Odrzucimy go, zanim zdążymy poznać, kim tak naprawdę jest. Z kolei jeśli nasze poprzednie doświadczenie było niezwykle pozytywne, ale zakończyło się z przyczyn niezależnych od nas, możemy szukać swojego byłego partnera w kolejnych profilach, przypisując nowym osobom cechy, które zmarnowana relacja miała w najlepszym momencie, a następnie rozczarować się, gdy nowa osoba, będąc sobą, nie spełni tych nierealistycznych oczekiwań. To sprawia, że nieustannie oceniamy nowe znajomości przez pryzmat starych historii, zamiast widzieć w nich nowy, niepowtarzalny potencjał.
Niezwykle istotną rolę w tym procesie odgrywa również nasz styl przywiązania, ukształtowany w dzieciństwie, ale mocno wzmacniany przez wszystkie dorosłe relacje, a zwłaszcza przez te romantyczne. Osoby o lękowym stylu przywiązania, które boją się porzucenia, po kilku nieudanych rozmowach zaczynają widzieć w każdym nowym profilu potencjalnego oprawcę. Będą nadinterpretowywać opóźnione odpowiedzi, braki w opisie czy niejasne zdjęcia jako oznaki ukrytego odrzucenia. Ich poprzednie doświadczenia nauczyły je, że świat randkowy jest miejscem groźnym, gdzie w każdej chwili można zostać skrzywdzonym. W efekcie, oceniając nowy profil, będą szukać nie cech, które ich do niego przyciągają, ale tych, które potwierdzą ich najczarniejsze scenariusze. Z kolei osoby o unikającym stylu przywiązania, które zbudowały wokół siebie mur obronny, po kilku nieudanych rozmowach staną się jeszcze bardziej krytyczne i zdystansowane. Będą szukać w nowych profilach powodów, by nie angażować się emocjonalnie – wadliwego zdjęcia, banalnego hobby, zbyt prostej odpowiedzi. Każda drobnostka posłuży im jako pretekst do odrzucenia, ponieważ ich umysł, chroniąc je przed intymnością, będzie podsuwał im argumenty, że ten konkretny kandydat na pewno nie jest wart ich czasu. Ich przeszłość nauczyła ich, że bliskość boli, więc ocena nowego profilu będzie służyć przede wszystkim utrzymaniu bezpiecznego dystansu.
Co więcej, nasze poprzednie doświadczenia kształtują nie tylko to, co widzimy, ale i to, czego szukamy. Jeśli przez kilka miesięcy rozmawialiśmy z osobami, które interesowały się wyłącznie sportem, a my sami sportem nie interesujemy się wcale, nasza cierpliwość do tego tematu wyczerpie się i zaczniemy automatycznie odrzucać profile, w których pojawia się choćby wzmianka o aktywności fizycznej, nawet jeśli jest to tylko marginalne zdanie, a reszta opisu jest niezwykle interesująca. To zjawisko nazywane jest selektywną uwagą – nasz umysł, zmęczony powtarzalnością, zaczyna tworzyć filtry, które mają nas chronić przed stratą czasu. Te filtry stają się jednak coraz ciaśniejsze, aż w końcu zaczynają wykluczać całe grupy ludzi, którzy mogliby nas uszczęśliwić. Ta kumulacja doświadczeń prowadzi do swego rodzaju nawykowego odrzucania, gdzie nie analizujemy już nowego profilu pod kątem jego indywidualnych walorów, ale klasyfikujemy go do kategorii stworzonej na podstawie przeszłości. Jeśli trzy poprzednie blondynki były zbyt pewne siebie, to kolejna blondynka z automatu jest zbyt pewna siebie, choć w rzeczywistości może być nieśmiała i ciepła. Tworzymy w ten sposób uproszczone, często krzywdzące stereotypy randkowe, które są niczym innym, jak skrótami myślowymi, które mają nam ułatwić życie w natłoku profili, a które w rzeczywistości znacząco je zawężają.
Nie można też zapomnieć o zjawisku projekcji, które w kontekście oceny profili randkowych przybiera szczególnie interesującą formę. Często, gdy sami czujemy się niepewnie, zestresowani pracą lub niezadowoleni ze swojego wyglądu, nasze poprzednie nieudane rozmowy potęgują te uczucia. Kiedy przeglądamy nowe profile, widzimy w nich odbicie naszych własnych lęków. Osoba, która wydaje się zbyt pewna siebie, może być dla nas zagrożeniem, ponieważ odsłania naszą własną niepewność, ale możemy ją odrzucić, mówiąc sobie, że jest arogancka. Osoba, która ma w opisie napisane, że szuka kogoś spontanicznego, może wzbudzić nasz niepokój, jeśli sami czujemy się sztywni i boimy się oceny, i możemy odrzucić ją, uznając, że jest wymagająca. W tym przypadku to nie cechy tej osoby są przedmiotem naszej oceny, ale nasz własny, wewnętrzny dialog, który toczymy z samym sobą, a który został wywołany przez nasze poprzednie porażki. Odrzucamy nie tyle profil, co wizję samego siebie w kontekście tego profilu, która wydaje się nam niekomfortowa. To niezwykle pułapkowy mechanizm, ponieważ prowadzi do sytuacji, w której nie wybieramy potencjalnych partnerów, ale uciekamy od własnych, trudnych emocji, które ci partnerzy w nas wywołują. Im więcej nieudanych rozmów za sobą mamy, tym bardziej jesteśmy wyczuleni na te wewnętrzne sygnały ostrzegawcze i tym szybciej będziemy uciekać.
W obliczu tych wszystkich psychologicznych zależności warto zadać sobie pytanie, jak bardzo nasze oceny są obiektywne, a jak bardzo są one reakcją na naszą własną historię. Bardzo często jesteśmy przekonani, że dokonujemy racjonalnych wyborów, że kierujemy się logiką i zdrowym rozsądkiem. Tymczasem nauki o mózgu wskazują, że większość naszych decyzji, szczególnie tych dotyczących atrakcyjności, podejmujemy w ułamku sekundy, na poziomie podświadomym, zanim jeszcze nasza racjonalna część mózgu zdąży się włączyć. To właśnie tam, w tej podświadomej sferze, królują nasze doświadczenia z przeszłości, nasze zranienia, nasze nadzieje i nasze porażki. Kiedy widzimy zdjęcie nowej osoby, nasz mózg w ciągu milisekund porównuje je z wewnętrznym bankiem obrazów, jakie zgromadziliśmy w ciągu życia, i na tej podstawie wydaje wstępny werdykt. Jeśli ten werdykt jest negatywny, nasz racjonalny umysł znajdzie tysiąc powodów, aby go uzasadnić – opis jest nieciekawy, hobby są nudne, mieszka za daleko. Ale prawdziwym powodem jest często to, że ten profil, w sposób nieuchwytny, przypomina nam naszego byłego, który nas skrzywdził, lub naszą byłą, która nas zaniedbała. To, co nazywamy intuicją, w dużej mierze jest właśnie kumulacją naszych poprzednich doświadczeń, która działa jak dobrze naoliwiona, choć często niedoskonała, maszyna oceniająca.
Zrozumienie, że oceniamy nowe profile przez pryzmat naszych poprzednich doświadczeń, to jedno, ale kluczowe jest to, co z tym zrozumieniem robimy dalej. Większość z nas, niestety, pozwala, aby te zniekształcenia poznawcze rządziły ich życiem randkowym, wpadając w pułapkę samospełniającego się proroctwa. Jeśli po kilku nieudanych rozmowach dojdziemy do wniosku, że wszyscy na aplikacjach są tacy sami – płytcy, niezaangażowani lub niepoważni – to nasz umysł zacznie szukać w każdym nowym profilu dowodów na tę tezę. Każda, nawet najmniejsza drobnostka, zostanie potraktowana jako potwierdzenie, że mamy rację, co tylko umocni nas w negatywnym przekonaniu i sprawi, że kolejne oceny będą jeszcze surowsze. To tworzy niezwykle groźną pętlę, w której to my, swoim wyczerpaniem i uprzedzeniami, tworzymy rzeczywistość, w której nie ma miejsca na wartościowe znajomości. Kluczem do zmiany jest zatem nie tyle zmiana aplikacji, w której przeglądamy profile, ile zmiana naszej perspektywy wobec nich. Musimy nauczyć się odkładać na bok naszą historię i próbować zobaczyć każdy nowy profil jako czystą kartę, na której nie są zapisane błędy naszych poprzednich rozmówców. To wymaga ogromnej świadomości, umiejętności wyłapywania własnych mechanizmów obronnych i celowego przeciwstawiania się im.
Praktycznym narzędziem, które może pomóc w przezwyciężeniu tego nawykowego oceniania, jest świadome zadawanie sobie pytania o źródło naszej oceny. Kiedy czujemy silną, negatywną reakcję na czyjś profil, warto zatrzymać się na chwilę i zapytać: „Czy ta osoba rzeczywiście robi coś złego, czy przypomina mi kogoś, kto mnie skrzywdził?”. To proste pytanie potrafi zdziałać cuda, ponieważ przenosi nas z trybu automatycznej reakcji w tryb świadomej refleksji. Często okazuje się, że to, co nas w danym profilu drażni, nie jest jego wadą, ale naszym własnym, nierozwiązanym problemem. Może to być strach przed zaangażowaniem, lęk przed oceną, lub po prostu zmęczenie, które sprawia, że szukamy w innych wad, aby usprawiedliwić własną potrzebę odpoczynku od poszukiwań. Taka autorefleksja jest niezwykle trudna, ale jest jedynym sposobem na przerwanie destrukcyjnego cyklu. Pozwala nam ona oddzielić to, co rzeczywiste od tego, co jest jedynie echem naszej przeszłości.
Wreszcie, nie możemy zignorować roli, jaką w tym procesie odgrywa nasze samopoczucie i samoocena w momencie dokonywania oceny. Nie są to czynniki stałe; ulegają one wahaniom w zależności od naszych codziennych doświadczeń. Kiedy czujemy się dobrze, pewni siebie i zrelaksowani, jesteśmy bardziej skłonni do dawania szans, do dostrzegania pozytywnych aspektów w innych, do wybaczania drobnych potknięć w profilach. Kiedy jednak jesteśmy zestresowani, zmęczeni lub po kolejnej nieudanej rozmowie, stajemy się bardziej krytyczni, mniej tolerancyjni i bardziej skłonni do odrzucania. To pokazuje, jak bardzo nasza ocena nowych profili zależy od chwilowego stanu emocjonalnego, który sam jest pochodną poprzednich interakcji. Jeśli tuż przed przeglądaniem profili mieliśmy nieprzyjemną rozmowę z kimś, kto był niemiły, jest niemal pewne, że kolejne profile ocenimy surowiej. To kolejny argument za tym, aby nie przeglądać aplikacji w złym nastroju, a przede wszystkim, aby nie pozwolić, by jedno negatywne doświadczenie rzutowało na ocenę całego potencjalnego uniwersum randkowego. Świadomość własnych stanów emocjonalnych i umiejętność odłożenia telefonu w momencie, gdy czujemy, że jesteśmy w złym stanie psychicznym, może uchronić nas przed niesprawiedliwym skreśleniem kogoś, kto mógłby okazać się dla nas wartość.
Ostatecznie, największym wyzwaniem, ale i największą szansą, jest nauczenie się wybaczać sobie i innym. Wybaczyć sobie za to, że w przeszłości dokonywaliśmy złych wyborów, że ufaliśmy niewłaściwym osobom, że daliśmy się zranić. Wybaczyć innym za to, że nie byli tacy, jakich sobie wyobrażaliśmy. Dopiero kiedy uwolnimy się od ciężaru przeszłości, nasze oceny nowych profili staną się bardziej sprawiedliwe, a nasze serca bardziej otwarte na to, co nieoczekiwane. Każdy nowy profil to bowiem nie tylko zestaw cech i zdjęć, ale przede wszystkim cała, nieznana nam historia, która ma prawo być inna niż wszystkie, które do tej pory poznaliśmy. Tylko wtedy, gdy przestaniemy czytać przeszłość w oczach nieznajomych, będziemy mogli naprawdę zacząć pisać nowy rozdział.
